Wycieczka Toruń- Gdańsk

Toruń- Gdańsk 1

To był jeden z fajniejszych  łikendów w ostatnim czasie. Spędziliśmy go przemierzając Polskę z Zielonej Góry, przez Toruń, by na samym końcu zwiedzić Gdańsk i Bałtyk… .

Ale zacznijmy od początku.

Pobudka: 3.50;-/

Wyjazd z Zielonej: 5.40

Stan ekipy: Tomasz, Pando, Dagmara no i ja. Skład drużyny wręcz IDEALNY!

W drodze do Torunia zatrzymaliśmy się obowiązkowo na kawę. Tym razem wypiliśmy pyszną orange mocha w Mc Cafe.

Na miejscu byliśmy około 9tej. Specjalnie na nasz przyjazd Toruń został pokryty śniegiem! Jejku jak było bajkowo! I rety jak było ziiiiimno;-/ (Rozgrzałam się na szczęście w sklepie z pierdołami do kuchni, ha!)

Podczas gdy Tomek był na zajęciach, my zwiedzaliśmy sobie Toruń. Zaczęliśmy od panoramy Starówki.

Toruń- Gdańsk 2

Toruń- Gdańsk 3

Toruń- Gdańsk 4

Następnie podjechaliśmy do Copernicusa (znów się rozgrzać;p). Tym razem wyhaczyłam filcaczki, które z pewnością mi się przydadzą podczas robienia zdjęć na Dupcię. Zajrzeliśmy też do sklepiku Czar PRL-u Spod lady. Rety, jakie klimatyczne pierdółki tam mają!!! A w szczególności mogę polecić grę planszową ‘Kolejka’.

Po galerii handlowej można znowu sobie było tyłki poodmrażać, tym razem na Starówce. Połaziliśmy sobie, aż… zgłodnieliśmy. I tak oto byliśmy pierwszymi klientami tego dnia w pizzerii ‘Zebra’. Namówił nas na nią Paweł, który stołował się w niej parę lat temu kiedy stacjonował tu w wojsku. (recenzja Zebry już wkrótce).

Kolejna atrakcja tego dnia: Planetarium. No cóż, fajnie było, ale biorąc pod uwagę fakt, że byliśmy ciut zmęczeni, to wykład o gwiazdach nam nie pomógł. Największą atrakcją był za to … przeciekający sufit w Planetarium- po prostu ‘gwiazdy płakały nade mną’. A tak na poważnie- Planetarium całkiem spoko, ale tak na jedną wizytę. (I po uprzednim PORZĄDNYM wyspaniu się).

Zaraz po seansie uderzyliśmy do naszego hostelu (Hostel Orange). I tu muszę kilka rzeczy pochwalić, ale i coś (a raczej kogoś) zjechać. W momencie gdy rezerwowaliśmy sobie pokoje, wyświetlała nam się informacja, że przy rejestracji niczego nie płacimy. Zaklepaliśmy miejsca, po czym dostaję mejla, że mam wpłacić 50% całej kwoty w przeciągu 12 godzin… . Hm,,,no dobra. Niech będzie. Następnego dnia ktoś się do mnie telefonicznie dobija. Pani z hostelu z pretensjami, że nie wysłałam jej mejla, że na pewno rezerwuję sobie te pokoje. Mówię, pani że przecież WPŁACIŁAM kasę, więc chyba było to jednoznaczne. Okazało się, że nie. Pani miała rację, w mejlu wyraźnie było napisane, że trzeba po raz kolejny potwierdzić rezerwację. Mój błąd, ale ton głosu tej Pani był… no co ja tu będę mówić. Nie na miejscu. Pani była w ogóle obrażona na mnie, że musiała się pofatygować z tym telefonem. Ja się powstrzymałam, żeby jej nie nagadać, bo jeszcze by nam jakiś numer wycięli.

Wchodzimy do hostelu, przedstawiam się, a pani (ta sama):’ A…to z panią był ten problem…’ . No myślałam, że nie wyrobię. I nie dość, że kuźwa zapłaciłam, potwierdziłam po raz kolejny rezerwację, to jeszcze musiałam drukować przy tej obrażonej pani dowód przelewu, bo ona nie miała informacji, że wpłaciłam ta kasę. No ja pierdzielę!!! BRAK SŁÓW. Przy wyjeździe z hostelu chciałam z panią pogadać i wytłumaczyć co mi się nie podobało, ale na szczęście na drugi dzień była już inna osoba. Tym razem MIŁA.

I żeby nie było, że tak tylko jadę po tym miejscu: hostel położony jest w idealnym miejscu, w samym centrum Starówki. Pokoje są bardzo czyste, łazienki i ubikacje są wspólne, ale na bieżąco sprzątane. I tu pełen szacun. (Cena za 1 osobę w 2-pokojowym pokoju- 45zł). Być może tu wrócimy.

Po południu podeszliśmy do sklepików po suweniry. Wstąpiliśmy do Jana Olbrachta po piwo piernikowe. I tu- śmieszna sytuacja- za butelkę piwa NA WYNOS (warzonego na miejscu) płaci się 6 zł. Jeśli natomiast chcesz go spożyć w środku, płacisz 9zł. Absurd jakiś. Ale piwo i tak pyszne!

Kupiliśmy oczywiście też pierniki. Duużo pierników- i szkoda tylko, że Paweł i Daga byli przeziębieni, bo tego dnia nie czuli żadnych smaków. Musiałam im mówić czy coś jest dobre i jak to smakuje (Smak wrócił im następnego dnia, jak już byliśmy w drodze powrotnej do domu, poczuli smak soku bananowego:-).

Toruń- Gdańsk 5

Wróciliśmy do hostelu, żeby sobie podrzemać, a potem uderzyliśmy do Draży na herbatkę (recenzja Draży już wkrótce), by stamtąd podjechać pod uczelnię i odebrać umęczonego Tomka z zajęć.

O 21 byliśmy umówieni z Domi w kuchni i jej Kubą w Krajinie Piva. Genialne miejsce, wspaniały klimat! A jakie było doborowe towarzystwo!! W zasadzie to było takie małe blogerskie spotkanie (w końcu Tomasz to też stary bloger). Wieczór był przemiły i przy okazji odkryliśmy kilka ciekawych smaków piwa- ja piłam ‘śliwkę w piwie’ i cydr gruszkowy. Pychotka! Muszę ich w Tesco poszukać;p

Zmęczeni, pełni wrażeń od razu zasnęliśmy- i po raz pierwszy spaliśmy w miejscu oddalonym od baru jakieś 2 minuty. Fajne uczucie- nawet nie zdążyliśmy zmarznąć po drodze!

Na drugi dzień wyjechaliśmy do Gdańska.

I powiem tak. Zwiedziłam już wiele miast. Polskich i tych zagranicznych. Ale to co zobaczyłam w Gdańsku, przerosło moje oczekiwania! Ja pierdzielę jak tam było pięknie!!! Długi Targ po prostu rozwalił nas na łopatki! Te kamienice, uliczki… no po prostu odlot!!!! Czegoś tak pięknego dawno nie widziałam. Podeszliśmy również na Długie Pobrzeże pooglądać statki. Pogoda tego dnia była wręcz idealna, tylko znowu nieźle piździło, za przeproszeniem:-)

Toruń- Gdańsk 6

Toruń- Gdańsk 7

Toruń- Gdańsk 8

Toruń- Gdańsk 9

_DSC0710

Toruń- Gdańsk 12

Toruń- Gdańsk 13

Toruń- Gdańsk 14

Na obiad zaszliśmy do Pyra Bar, poleconego przez Kasię, lubisia naszej Dupci. I powiem szczerze- miejsce pierwsza klasa!!! Gratuluję pomysłu na knajpkę, w której nie dość, że było smacznie, to jeszcze wystrój, klimat i cała otoczka były po prostu zajebiste! (więcej o Pyra Bar już niedługo). (Kasiu, dziękuję!)

Zaraz po obiedzie ruszyliśmy nad morze. A że była to już godzina 17ta, było ciemno jak w… . Jeszcze nigdy nie byliśmy nad morzem zimą. Dziwne uczucie- na piasku się nie położysz, po falach nie poskaczesz, hihi. Na szczęście po szumie fal można się było domyślić, że to Bałtyk.

toruń- gdańsk15

Następnie udaliśmy się na mecz Zastal-Trefl Sopot. Liczyliśmy, że będzie jeszcze nasz Klub Kibica z Zielonej Góry, a tu kiszka… . Tuż przed meczem dowiedzieliśmy się, że będziemy SAMI. My zieloni- reszta czarno- żółta… . Podeszliśmy do kasy i prawie szeptem powiedzieliśmy: ‘Dzień dobry. Chcielibyśmy kupić 4 bilety. Jesteśmy z Zielonej Góry. Poprosimy o jakieś bezpieczne miejsca:-)” . Dostaliśmy miejscówkę tuż przy ławce trenerskiej:) Mecz był wspaniały, ale powiem szczerze, że  kibice z przeciwnej drużyny byli jacyś tacy… bez emocji. Nie to co u nas, w Zielonej Górze.

No i od połowy meczu się zaczęło. Stwierdziliśmy, że trzeba naszym pomóc, bo cały czas tylko gonili Trefla, a przecież w końcu musieli wygrać!! No i zaczęliśmy się drzeć…Tzn. kibicować. No i tak kibicowaliśmy, że aż w końcu kamerzysta do nas podszedł i puścił nas na żywo! Udało się! W dogrywce wygraliśmy 108:106! Ach, co to był za meczyk! Idealnie zakończyliśmy nasz wyjazd!

toruń- gdańsk 16

W Zielonej Górze byliśmy jakoś ok.2.40.

<wszystkie zdjęcia z wyjazdu znajdują się TUTAJ>

Reklamy