Augustowskie noce

Tyle razy prosiłam Tomka, żeby opisał mi ten wyjazd, ale kicha… nie udało mi się go namówić. W związku z czym sama próbuję odtworzyć to co myślał i przeżywał na Podlasiu:-)

Do Augustowa wyjechaliśmy 24 września, ponieważ wygrałam warsztaty kulinarne w tamtejszej Akademii.

Po drodze zatrzymaliśmy się na polach bitwy pod Grunwaldem.

Jako, że niekoniecznie było nas stać na wykupienie Tomkowi noclegu w tym samym hotelu co ja (ja nocowałam tam za darmo), Tomasz udał się do ciut tańszego hostelu. Kwatery znaczy się. Nie było tam co prawda wi-fi, ale za to miał i prąd i wodę. Pierwszego wieczoru chyba Tomkowi się nic ciekawego nie przytrafiło z tego co kojarzę. Padł chłop wyczerpany po 12 godzinnej jeździe samochodem… .

Z samego rana Tomek poszedł nad jezioro Necko, do centrum Augustowa, ale że mu się trochę zatęskniło za jazdą samochodem, pojechał najpierw do Studzienicznej obejrzeć Sanktuarium na wyspie (uduchowić się chłop chciał, tudzież wyciszyć:-), potem na jakieś śluzy, odwiedził 3 żabojady i przez Suwałki dotarł do Stańczyków, żeby wspiąć się na największy w Polsce akwedukt.

Wieczorkiem Tomasz piwkował w Albatrosie i wcinał tutejsze kartacze.

Po powrocie do domu, w towarzystwie Grubego Benka i hitów na tvp2 Tomasz zasnął… .

Na drugi dzień podjechał do mnie do mego wypasionego hotelu, pozwiedzaliśmy sobie Augustów i powróciliśmy do domku. Tym razem obyło się bez zgona… .

Advertisements