Berlin- Pożegnanie z wakacjami 2011

To był nasz ostatni dzień wakacji. Spędziliśmy go w Berlinie, ponieważ mieliśmy tam pewną misję do wykonania. Nasz znajomy poprosił nas o odebranie z lotniska jego brata z żoną. Wstaliśmy wcześnie rano, bo chcieliśmy jeszcze połazić po Berlinie zanim ich odbierzemy. Byliśmy na miejscu po 9tej. Dobrze, że była to niedziela, bo nie było większego problemu ze znalezieniem miejsca do zaparkowania, a przy tym było to bezpłatne.
Zatrzymaliśmy się przy galerii na Alexanderplatz i poszliśmy w kierunku Berliner Dom. Ostatnio jak tu byliśmy było zimno i deszczowo a dziś była przepiękna, słoneczna pogoda. Berlin wygląda zupełnie inaczej o tej porze roku (chociaż tuż przed świętami też wyglądał zachęcająco) i ponownie nas zauroczył.

O 11 pojechaliśmy w stronę lotniska Tegel. Nie mieliśmy ze sobą drobnych i pomyśleliśmy, że jeśli trzeba będzie zapłacić tam za parking to po prostu wyjmiemy z bankomatu. To jednak nie było proste. Zajechaliśmy na miejsce, parkingów dużo, a przy każdym szlabanik i kurdele żadnego bankomatu ani nawet miejsca, żebyśmy mogli na chwilę zjechać…Nagle wjechaliśmy do jakiegoś tunelu… ze szlabanem…strach nas obleciał, na szczęście nie było żadnych aut za nami, więc Tomi zaczął cofać.. Skręciliśmy gdzieś i nagle..o dziwo..jest miejsce..Wyglądało na takie niekoniecznie legalne do zaparkowania. Okazało się, że tu można zatrzymać się jedynie na chwilę…Zostałam w aucie, nie wiedząc w ogóle gdzie jestem i którędy ludzie wychodzą z samolotów, a do odebrania brata znajomego zostało jakoś 15 minut…Tomasz poszedł obczajać a ja zostałam bronić auta… staliśmy tam ponad pół godziny…Na szczęście nikt się nie doczepił…

Od tej pory mamy nauczkę.. Jadąc za granicę TRZEBA mieć ze sobą jakąś kasę w gotówce…:-)

 

Reklamy